KONGRES Katoliczek i Katolików

Nasze opinie

Reformować od dołu

Reformować od dołu

Temat pomocy w reformowaniu i naprawie Kościoła  – cel powołania do bytu naszego Kongresu – nie schodzi z ust i piór jego uczestników. Zajął też główną uwagę prelegentów i dyskutantów łódzkiego Forum Kongresu. Wraz ze wskazaniem miejsc godnych naprawy oraz filozoficznych i socjologicznych uwarunkowań tego stanu rzeczy oczywiście. Nie padły jednak bardzo oczywiste przypomnienia. Wyręczają nas jednak w tym francuscy dziennikarze katoliccy, upowszechniający swe racje nie tylko piórem, ale i słowem w radiu oraz telewizji. „Reforma Kościoła zaczyna się od dołu, od mnichów. Zwłaszcza kontemplacyjnych, żyjących w modlitwie, w ciszy, w samotności, wyrzeczeniu i umartwieniu” – woła red. Aymeric Pourbaix[1]  A redaktor Régis Burnet dodaje: „Chrystus nie potrzebuje innych świadectw niż On sam!”[2].

Znali te fundamentalne prawdy wielcy fundatorzy głośnych reguł klasztornych, by wymienić św. Benedykta z Nursji (V/VI wiek), zakładającego klasztor benedyktynów na wzgórzu Monte Cassino, św. Franciszka (XII/XIII wiek) przekonanego, że trzeba wziąć na swe ramiona sypiący się Kościół, jak pokazują nam freski Giotta  w kościele w Asyżu, a także  św. Bruna, fundującego La Grande Chartreuse w Alpach w XI wieku, z regułą zatwierdzoną przez papieża Urbana II[3]. Papież po sześciu latach powołał Bruna do Rzymu, by stamtąd już do alpejskiej samotni nie powrócił.

Poświęceniu ich samych i oddanych ich opiece braci, ubóstwu, pracy i posłuszeństwu surowym regułom benedyktyńskim, kartuskim czy franciszkańskim, zdaniem redaktorów katolickich we Francji, Kościół zawdzięcza swe przetrwanie pomimo wielu ciężkich upadków w historii i w aktualnym horyzoncie zdarzeń. I to sprawia, ze jeszcze mamy co reformować. I nie tylko im to zawdzięczamy, bo wiadomo, że w ślad za nimi poszło wielu innych braci i sióstr. Wielkich świętych kobiet – prostych służebnic i księżniczek, a także mądrych doktorek Kościoła, by wspomnieć chociażby św. Katarzynę ze Sieny, św. Teresę z Avila czy św. Edytę Stein.   Wskazanie na istotne znaczenie wzrostu duchowości każdego chrześcijanina w dziele naprawy Kościoła – aktualny przekaz mediów katolickich we Francji – jest też zasilane głosem emerytowanego kardynała  Paryża, André Vingt-Trois w wywiadzie z redaktorką KTO TV  Philippine de Saint-Pierre z okazji jego osiemdziesięciolecia[4] . Troska o rozwój duchowości to naczelne zadanie każdego z wierzących. Zdaniem emerytowanego kardynała jest ona żywa w diecezji paryskiej dzięki istnieniu wielu wspólnot, które kładą nacisk na ten wysiłek. Kluczową rolę odgrywa tu „droga synodalna”, „marsz razem” ku świętości, relacje z Bogiem i z innymi. Optymizm Jubilata, że diecezjanie ten obowiązek udźwigną, pomimo smutku i bólu po pożarze katedry Notre-Dame i dymisji abp. Michela Aupetit, wydaje się przekonywujący. Kardynał mówi o diecezji paryskiej, której patronował, ale jego słowa, tak jak słowa redaktorów katolickich we Francji, odnoszą się do całej Francji i do wszystkich katolickich odbiorców w świecie.


[1]  Zob. A. Pourbaix, Cykl „Les Belles Figures de l’Histoire”, program pt. „Saint Bruno, l’homme au cœur profond”, CNEWS, 29 października 2022 r.

[2] Red. R. Burnet, cykl „La Foi  prise au Mot”, program pt. „Les Raisons de la Foi”, KTO TV, listopad 2022 r.

[3] Prekursorem monastycyzmu w Europie był św. Marcin,  jak twierdzi autor książek o tym świętym, Bruno Judic.

[4] „Le cardinal Vingt-Trois, l’entretien des 80 ans” avec réd. Ph. De Saint-Pierre, KTO TV, listopad 2022 r.

O autorze

Regina Lubas-Bartoszyńska

2 Komentarze

    Pomysł reformowanie Kościoła od dołu dla świeckiego – jak ja, jest ciekawy i bardzo kuszący. Nie mamy wielkiego wpływu na to co mówią i robią hierarchowie, ale mamy wpływ na to co sami robimy i mówimy. Z przytoczonego jednak powyżej tekstu wynika, że właściwie to nie mam prawa do krytyki tego, co źle dzieje się w naszym Kościele, bo nie podjęłam żadnego umartwienia, pokuty, nie zdecydowałam się na życie pustelnicze, czy jakąś inną formę ekstremalnego wzrostu duchowego. Fakt, już jakiś czas temu zastanawiałam się nad swoją duchową kondycją i doszłam do wniosku, że nie jest dobrze. To znaczy uniesień i wizji nie miewam, na sienniku nie sypiam, a Słowo Boże od wielu lat pokonuje we mnie tę „najdłuższą drogę we Wszechświecie, czyli od rozumu do serca” – jak niezwykle celnie określił to Ojciec Adam (Szustak podczas swej konferencji „Już się nie wstydzę”), znajdując się jednak bliżej początku, niż końca. Czy to oznacza, że nie mam prawa zabierać głosu w sprawach ważnych dla mojego Kościoła? Bo nie jestem jeszcze tak duchowo ukształtowana jak wielcy święci sprzed wieków? Czy nie będąc „wystarczająco uduchowiona” nie mam prawa sprzeciwiać się kłamstwu i obłudzie Kościoła, bo w takiej kondycji duchowej, w jakiej obecnie jestem, jest to przejaw pychy? A jeżeli właśnie to zakłamanie i uwikłanie w sprawy tego świata uniemożliwiają mi postępy w rozwoju duchowym? Nie każdy jest św.Teresą z Avilla, czy Edytą Stein! Zresztą one stały się świętymi za sprawą Boga, a nie dzięki swoim wysiłkom. Czy zatem jeśli jestem letnim katolikiem, to jedyne co mogę zrobić to odejść z Kościoła, bo z powodu braku świętości, nie podejmowania męczeństwa nie mogę mówić o tym, co złego jest w moim Kościele? Trochę tak odczytuję powyższy tekst. Reformowanie Kościoła to zadanie dla świętych, a nie dla grzeszników? Ale przecież Jezus przyszedł na świat ze względu na grzeszników, a nie świętych. Chodził z grzesznikami a nie ze świętymi. Powtarzał, że lekarza nie potrzebują zdrowi, ale chorzy… Czyli jednak Kościół potrzebuje mnie grzesznika!

    Miła Pani
    odpowiedziałam na Pani przejmujący komentarz w mailu do Pani. Dziękuję za uważną lekturę. Serdecznie pozdrawiam Regina BArtoszyńska

Zostaw komentarz