
Do krakowskich dominikanów zaglądam rzadko. Gdy jeszcze mieszkałem w centrum Krakowa, chodziłem do św. Anny. Teraz mieszkam pod miastem. Ale w Niedzielę Palmową byłem w Warszawie i wracałem późno do Krakowa.
W Warszawie brałem udział w panelu ze środowiskami ateistycznymi o stosunkach państwo – Kościół. To była trudna rozmowa.
Wracając martwiłem się, że nie zdążę na Msze św. Gdy dojechałem wieczorem, idąc Plantami, zobaczyłem światło przebijające się przez witraże kościoła dominikanów. Kupiłem palemkę i wszedłem do świątyni. Była wypełniona po brzegi, a jest to kościół ogromny. Wszędzie byli młodzi ludzie, studenci. Była to przepiękna msza pokazująca, jak bardzo tętni życiem Beczkowa wspólnota, klasztor. W tej świątyni nie było widać kryzysu Kościoła. Na pewno dane o zaniku religijności wśród młodych ludzi statystycznie są prawdziwe. A jednak coś tez ucieka z obrazu statystyk.
Ostatnio pojawiły się informacje o renesansie praktyk postnych wśród francuskiej młodzieży. Kilka lat temu byłem także na mszy św. w centrum uniwersyteckiego Paryża w kościele św. Genowefy. Także tłum studentów. Msze studenckie w krakowskiej św. Annie też są pełne studentów.
Te wycinkowe obrazki nie powinny uspokajać. Kryzys Kościoła jest twardą rzeczywistością. Ale w tych wszystkich opisach pokazujących upadek Kościoła brakuje jakiegoś bardzo istotnego fragmentu religijnej rzeczywistości. Pełne młodzieży krakowskie kościoły św. Anny i dominikanów, pełny młodzieży paryski kościół św. Genowefy nie są reliktem przeszłości, ale mówią coś o przyszłości. Nie należy tego ignorować.
Ilustracja ze strony www.krakow.dominikanie.pl