KONGRES Katoliczek i Katolików

Nasze opinie Top news

Mniej szuflad, więcej otwartych drzwi

Mniej szuflad, więcej otwartych drzwi

Zaczęliśmy w Kościele myśleć plemiennie, towarzyszy nam myślenie zakrawające czasami wręcz na sekciarstwo. Merytoryka właściwie już się nie liczy — tylko szuflada.

W Liście Apostoła Pawła do Efezjan czytamy: „Dlatego odrzuciwszy kłamstwo: niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami. Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!” (Ef 4, 25-26). 

Czy kiedykolwiek próbowaliście podtrzymać łyżeczkę na otwartej dłoni, mając wyciągnięte ramię przez 3 sekundy? Nic trudnego, prawda? A co, jeśli próbować podtrzymać przez 3 minuty? To już ramię zaczyna boleć. A jakbyście podtrzymywali tę samą malutką łyżeczkę przez 3 godziny? Wtedy wasze ramię byłoby prawdopodobnie sparaliżowane, a jego ból ogromny. 

A teraz wyobraźcie sobie, że ta łyżeczka symbolizuje wasz gniew, wasze pretensje, wasze roszczenia — wobec innej osoby lub jakiejś grupy ludzi. Apostoł Narodów w sposób jasny wskazuje nam, że być wspólnotą oznacza być nawzajem dla siebie członkami, więc współuczestnikami tejże wspólnoty.

W tym duchu jedności mamy wobec siebie być uczciwi i mówić prawdę. Przyznaje, że czasami będzie tak, że dojdzie do animozji i do sporu, lecz napomina, żeby zostały one rozwiązane na tyle szybko i w duchu braterstwa, żeby się nie utrwaliły w formie podziału. Innymi słowy — nie wolno podtrzymywać za długo tej łyżeczki, bo nie będzie jak opuścić zesztywniałego ramienia. 

Tak obecnie dzieje się w naszym społeczeństwie (i tego akurat na pandemię koronawirusa nie możemy zrzucać) i we wspólnocie Kościoła Jezusa Chrystusa. Dzieje się dokładnie to, co opisał Święty Paweł — tylko że na odwrót. A ponieważ ludzie w swojej ślepocie potrafią być niezwykle konsekwentni, to dodatkowo jeszcze dzielimy tę wspólnotę na chrześcijan prawdziwych i nieprawdziwych, na lepszych i gorszych, i — co chyba najgorsze — na „swoich” i „obcych”. Po drugiej stronie stawiamy „wrogów”, których należy tylko zniszczyć, bo przecież są „niegodni”.

Zaczęliśmy w Kościele myśleć plemiennie, towarzyszy nam myślenie zakrawające czasami na sekciarstwo. Nie potrafimy już nawet obiektywnie oceniać czyichś pomysłów lub przedsięwzięć, jeśli najpierw nie przypiszemy ich inicjatorów do którejś z szuflad, frakcji lub stronnictwa. Merytoryka właściwie już się nie liczy — tylko szuflada!

Taka jest rzeczywistość, i to smutna rzeczywistość. Ilu z was, czytających moje słowa, już zdążyło mnie zaszufladkować? A ilu z was już włożyło do konkretnej szuflady Kongres?

Oczywiście tego nie wiem. Wiem natomiast kim ja jestem, i kim chciałbym być dla was. A jestem bratem w Chrystusie; bratem, który chce wyjąć z waszych dłoni tę łyżeczkę, zanim będzie za późno. 

Jako że uczestniczę w działaniach Kongresu Katoliczek i Katolików już od jakiegoś czasu, mam podstawę, by stwierdzić, że wiem, czym jest Kongres. Wiem, jakie przyświecają mu cele i wartości, oraz kim są tworzący go ludzie.

Są to bracia i siostry, którzy nie tylko pragną wyjąć tę anegdotyczną łyżeczkę z waszych dłoni, ale chcą też iść razem drogą pojednania i miłości braterskiej, szanując każdego człowieka i każdą opinię.

Dlatego zaproszony powinien się czuć każdy: w Kongresie nie ma szuflad, są za to otwarte drzwi, umysły i serca.  Ponad podziałami — jednością w miłości — razem. 

Zdjęcie główne: DreamQuest/Pixabay

Pastor Davide Carbonaro
O autorze

Pastor Davide Carbonaro

Pastor Ewangelicznego Kościoła Metodystycznego w Łodzi i w Warszawie

Zostaw komentarz