KONGRES Katoliczek i Katolików

Nasze opinie

Wyjdźmy z zamkniętego kręgu niemożności!

Wyjdźmy z zamkniętego kręgu niemożności!

Po co ci ten Kongres? Twoi zjedzą Cię żywcem! Po której stronie jesteś? Nie możesz być tu i tam! Będziesz tylko listkiem figowym… To pierwsze reakcje niektórych osób na wiadomość o mojej obecności wsród sióstr i braci wyznania rzymskokatolickiego w Kongresie, który dopiero zaczął na dobre swoje prace. 

Przypomniała mi się fascynująca historia gracza bejsbolu z drugiej połowy lat 40-tych. Miał na imię Jack Robinson. Był metodystą tak jak ja i stał się pierwszym czarnoskórym graczem w najważniejszej lidze bejsbolu w Stanach Zjednoczonych. Stało się to w czasach obowiązującej segregacji rasowej, gdy osoby czarnoskóre nie miały równych praw obywatelskich.

Jego obecność na boisku wywołała falę nienawiści o niespotykanej skali; sama zapowiedź w gazetach, że jest w drodze do Filadelfii na mecz spowodowała, że drużyna przeciwna nie chciała wchodzić na boisko, jeśli on będzie obecny w uniformie; hotel, w którym drużyna Jackie’ego Robinsona miała nocować odwołał rezerwacje dla całej drużyny. Listy z pogróżkami, wyzwiska i donosy liczono już nie pojedynczo, lecz w ilości worków pocztowych. 

On sam miał trudny charakter, był wybuchowy, pewny siebie aż za bardzo, lecz był człowiekiem głęboko wierzącym. W dniu jego zatrudnienia prezes drużyny Brooklyn Dodgers Branch Rickie ostrzegł go: „Wiesz co będzie? Wiesz co cię czeka? Ta fala nienawiści?” Jackie odparł: „Chce pan kogoś, kto będzie miał jaja by odpowiedzieć?” A prezes Rickie: „Nie, Jack…nie… Ja chcę mieć kogoś, kto ma jaja, żeby nie odpowiadać. To będzie twoja pustynia, będziesz sam, będziesz atakowany i kuszony, lecz nie możesz schodzić na ten sam niski poziom tych, którzy atakują ciebie. Ty zwyciężysz grając, zdobywając punkty, wygrywając, dając świadectwo, że jesteś człowiekiem dobrego serca i dobrych manier; że choć będzie trudno — umiesz nadstawić drugi policzek, tak jak Pan nakazał.”

Jack odpowiedział: „Mr Rickie, proszę tylko o numer na moim uniformie, a ja będę dawał radę” I dał. Historia Jakie’ego Robinsona zmieniła oblicze bejsbolu na zawsze. Z Brooklyn Dodgers wygrał nawet mistrzostwo świata i był jednym z najlepszych graczy tych lat. To był początek zmian, które trwały i trwają nadal. Teraz raz w roku członkowie wszystkich drużyn bejsbolu USA przez jedną kolejkę noszą koszulki z numerem „42”, nie tylko by pamietać o Robinsonie, lecz by nigdy nie zapomnieć, jaką moc nosi w sobie nienawiść. Zdolna jest do niszczenia braterstwa między ludźmi, jeśli tylko w porę nie zareagujemy. 

Musimy sobie uświadomić, że w czasach zarazy nienawiści i sztucznie wykreowanych podziałów oraz ludzkich barier wyznaniowych, w których żyjemy, mówić o „pojednaniu” i „ekumenii” to jak wchodzić w buty Jackie’ego Robinsona przed pierwszym meczem ligowym, przed wejściem po raz pierwszy na boisko. Trochę się nogi uginają. Nie raz tak miałem. 

Pytanie, czy damy radę — tak jak on? Czy zdołamy? A może jeszcze ważniejsze: Czego szukamy? Czego chcemy? Czy mówiąc o pojednaniu i ekumenizmie wiemy naprawdę, o co nam chodzi? 

Gdzie podział się ferwor radości po Soborze Watykańskim II, po którym wielu wierzyło, że w ciągu kilku lat idea ekumenizmu stanie się rzeczywistością? Okazało się, że to nie takie proste. Bo to nie jest proste. 

W trakcie niedzielnych nabożeństw wyznajemy, że wierzymy w „jeden święty, powszechny i apostolski Kościół”. I o to chodzi — jeden Kościół, Kościół Jezusa Chrystusa, wspólnota ludzi wierzących, że Jezus Chrystus jest naszym Panem i Zbawicielem. 

Czy umiemy dziś ponad podziałami dostrzegać przede wszystkim brata lub siostrę, z którymi jesteśmy pojednani w Chrystusie? On oddał swoje życie za każdego z nas i powstał z martwych abyśmy i my, wierząc w Niego, doznali zbawienia.

Czy chcemy przyjmować i nawzajem się wzbogacać z tych duchowych darów, które posiadają osoby również innego wyznania niż nasze? Czy wierzymy więc w słowa Pana że: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani” (Mt 5,9)?

Winnica jest naprawdę wielka, robotników zawsze mało. Czekamy na Was z otwartym sercem i szeroko otwartymi ramionami.  Kongres jest przestrzenią do dialogu, do rozmowy, do spotkania, wreszcie do tego, aby sobie uświadomić, jakim wielki bogactwem jest drugi człowiek.  Do zobaczenia, więc drodzy, w Kongresie. 

„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli….” — niech każdy z nas to zdanie Pana odszuka i odczyta na głos; niech te słowa zakorzenią się w Waszych sercach i w sercach waszych bliskich. 

Zdjęcie główne: Pixabay 

Pastor Davide Carbonaro
O autorze

Pastor Davide Carbonaro

Pastor Ewangelicznego Kościoła Metodystycznego w Łodzi i w Warszawie

Zostaw komentarz